Twoje zdjęcie (file rozmiar do 2 MB)

Nie ma co ukrywać, tak mistrzowsko rozbudowanej fabuły dawno nie miałam w swoich rękach. Długo w czytniku tytuł „Miłość w czasach rewolucji” przewijał się i pałętał przed moimi oczami. Tytuł wskazuje na romansidło i to nie najwyższych lotów, więc jakoś nie mogłam się przemóc. Kiedy w końcu wzięłam byka za rogi, nie mogłam otrząsnąć się ze zdumienia. Wspaniała powieść. Z jednej strony żałowałam, że tak późno po nią sięgnęłam, ale z drugiej strony wszystkie trzy tomy cyklu „Burzliwa epoka” są już przetłumaczone, więc ominęło mnie męczące czekanie na kontynuacje przygód bohaterów powieści. Klim Rogow jest Rosjaninem, który w bardzo młodym wieku wyjechał do Argentyny. Skłócony z ojcem nie spodziewał się, że ojciec pozostawi mu jakiś spadek. Kiedy senior rodu umiera, a wiadomość o spadku dociera do Klima, postanawia On wrócić do Rosji i uporządkować swoje sprawy majątkowe. Kiedy przyjeżdża do Niżnego Nowogrodu oczom czytelnika ukazuje się barwne, tętniące życiem miasto, pełne bogatych i szczęśliwych ludzi. Klim postanawia pozostać chwilę w mieście i ponapawać się wspomnieniami i spotkaniami z członkami dawno nie widzianej rodziny. Na swoje nieszczęście spotyka również kobietę nie spokrewnioną z nim, w której się szaleńczo zakochuje. I w tym własnie momencie kończy się ckliwy romans, a zaczyna wspaniała powieść z wieloma świetnie nakreślonymi bohaterami, wspaniałymi opisami i rewelacyjnie przedstawionym tłem historycznym. Wszystko dzieje się bowiem w przededniu Wielkiej Rewolucji. Klim traci wszystko, jednak postanawia walczyć o ukochaną kobietę i zrobić wszystko aby wydostać się wraz z nią z opętanej szaleństwem Rosji. Na naszych oczach Rosja zmienia się, ludzie się zmieniają… wszystko się zmienia. Autorka pokazuje czytelnikowi, ile trudu musiał włożyć zwykły mieszkaniec tego kraju, aby przeżyć te okrutne czasy. Nikt nikomu nie ufał, a ten kto wczoraj był przyjacielem, dziś mógł okazać się najzagorzalszym wrogiem. Losy naszych bohaterów i wielu innych osób, które poznajemy podczas lektury są przedstawione w porywający sposób. Podczas czytania powieści przychodziły mi do głowy najróżniejsze porównania – od „Przeminęło z wiatrem” poczynając, a na „Rodzinie Połanieckich” kończąc. Czytelnik buja się na falach wspaniałej fabuły płacząc, radując się, opłakując zmarłych i ciesząc się z narodzin razem z bohaterami powieści. To jest takie uczucie, jakbyśmy mieli możliwość cofnięcia się w czasie i spoglądania zza szyby na przebieg wydarzeń. Niewielu autorów ma taką umiejętność snucia fabuły. Oświadczam, że Elvira Baryakina posiada tę umiejętność w stopniu mistrzowskim! A to dopiero pierwszy tom….

Gosia Bojarun